Banana wine & Black sands

Trochę Afryka, trochę Ameryka i trochę Europa – ciężko w skrócie napisać mi coś o Teneryfie. Jadąc tam nie miałam super oczekiwań, jednym z nich były czarne plaże, drugim dość prozaicznym – spędzić dobrze czas z chłopakiem po średnio udanym Tour de Mazury. Myślałam, że turystyczny sztuczny twór to prawie cała wyspa i energię będziemy pożytkować na unikaniu miliona ludzi w hawajskich koszulach. Na szczęście takie obrazki kończą się na granicy miasteczek-enklaw pod flagą pola golfowego, basenu i drinka z palemką. Kończą się też na granicy parkingów dla autokarów skąd zaczynają się szlaki do odludnych miejsc, o których spokojnie mogę napisać, że są na granicy rzeczywistości. Krajobraz, który diametralnie się zmienia co kilka kilometrów nie tylko w kierunkach wschód, zachód, północ i południe, ale też jeśli chodzi o wysokość względem morza jest wyczerpujący emocjonalnie. Czasem po prostu trzeba się napić by ostudzić, to co się nagromadziło w głowie. Czasem musiałam też odpuścić zdjęcia, co prawdopodobnie czyni mnie beznadziejnym, niedorozwiniętym fotografem, ale zwyczajnie nie umiałam nacisnąć spustu migawki i zatrzymywałam obrazy oczami tylko dla siebie.

Zen_it-y wywołam niebawem, tymczasem coś na przeczekanie, kolejność zaczynam od najniższych partii wyspy123

4567891011121314151617182019Processed with VSCOcam with a6 preset

Banana wine – Mo Kolours
Black sands – Bonobo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s